Surowy zapach marynarskiej piersi Marynarzu, Ty jesteś mój! cz.2

 

Jak mam się do pana zwracać? Panie Pawle, czy może bardziej poufale, po imieniu? – zadała stosowne pytania moja arystokratyczna ciotka, kierując je ku przedstawianemu sobie młodemu mężczyźnie – mojemu przyszłemu mężowi. – Paweł, bo o Nim mowa, pływał po morzach i oceanach, a jako oficer marynarki handlowej (na stanowisku nawigatora) zajmował już szanowaną pozycję społeczną, były to lata 80-te XX wieku. – Niektórzy zwracają się do mnie nawet „Ekscelencjo”! – odparł z niewymuszonym uśmiechem i przymrużeniem oka mój przystojny nawigator. A przystojny był jak diabli. – Szczupły, kształtny brunet, który ze względu na wizytę ciotki ubrał się nawet w marynarski mundur ze złotymi guzikami i białą czapkę oficera, uhonorował gościa dodatkową atrakcją, czyli potraktował marynarską pierś, szyję oraz policzki męską wodą „Old Spice”. Ciotka poczuła do Niego sympatię od pierwszego wejrzenia, rozmowy… i wdechu.1980 Pawe³ Mróz w Londynie podczas rejsu na statku szkolnym MS Zenit.

Paweł Mróz w Londynie podczas rejsu na MS Zenit

Nie wiem, ile kobiet czuło sympatię do mojego marynarza zanim mnie poznał. Raczej nie wyglądał na znawcę tematu. Aczkolwiek na początku naszego małżeństwa podczas jednego z rejsów  przyszedł do Pawła list, co prawda na adres Jego rodziców, a nie na nasz. Traf jednak chciał, że byłam wtedy u nich z wizytą i spotkałam listonosza, który przekazał mi pocztę… No, i się zaczęło! Wśród korespondencji był list… z Brazylii, z serduszkami na kopercie, od kobiety, sądząc po nadawcy… do mojego świeżo poślubionego męża!? Zrobiło mi się najpierw gorąco, a zaraz potem zimno. W tym samym czasie demon zazdrości podkradł się już do mojej duszy i w zawrotnym tempie sączył do niej jad bólu, poczucia bezsilności i zdrady. Opanowałam się jednak, próbując odpowiedzieć sobie na pytania – Czy mogę Mu wybaczyć? Odpowiedź brzmiała – Tak, bo to jest przecież mój mąż. Czy po Jego powrocie zniosę Jego zapach? – Nie, bo jak się do mnie zbliży, to będę czuła zapach tej wrednej baby! –  Po chwili wahania otworzyłam ten nieszczęsny list… Bla, bla, bla… w obcym języku, ale data grubo sprzed naszej pierwszej randki. – Moją duszę wypełnił aromat łagodności. – Nie znaliśmy się wtedy, a „co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr”. – Pal to licho! –   Poczułam nagły przypływ wstydu, bo otworzyłam przecież nie swoją korespondencję. Tego dnia, dziwnym zbiegiem okoliczności, zadzwonił do mnie Paweł z morza. Natychmiast opowiedziałam Mu o wszystkim i ulżyło mi, i to bardzo, ale nie zdawałam sobie sprawy, że dla Niego właśnie wtedy zaczęło się małe, prywatne piekło. Niepokój o mój stosunek do tego zabłąkanego listu, i w związku z tym o naszą wzajemną relację, nie opuszczał Go już, aż do powrotu do domu…    

MEMBRANOFON

Piekło jest uwieńczeniem psychoakustyki –

Osobliwą przestrzenią – jednoosobową –

Instrumentem stworzonym do wzmacniania krzyku –

Przed własnym nikt nie uciekł i nikt się nie schował…

Anna Magdalena Mróz

Ceniłam sobie bardzo czas, dany nam między kolejnymi rejsami, kiedy to mój marynarz był w domu na urlopie, bo Paweł w owym czasie spędzał ze mną każdą możliwą chwilę, pomagał mi we wszystkim i… rozpieszczał… Karmił malinowymi jogurtami, puszkami tuńczyka, orzeszkami ziemnymi, oliwkami i batonikami Mars kupowanymi w „Baltonie” lub „Pewexie” za dewizy.– Zwyczajowo odchudzałam się później, czyli w czasie Jego rejsu! – Te „przysmaki” były wtedy prawie niedostępne dla większości zwykłych szczurów lądowych, ale mojego marynarza było na nie stać i nie tylko na nie! Paweł lubił robić niespodzianki, więc z jednego z rejsów przywiózł mi niezwykłe perfumy, (malutki, niebieski flakon ze srebrnym korkiem i czerwonym chwostem), o bardzo intensywnym, zmysłowym, wręcz zaczepnym zapachu, budzącym skojarzenia… z niebezpieczeństwem, z pasją, a jednocześnie z aurą tajemnicy i zagadkowości, otaczającej właścicielkę ‚Lou Lou’  Cacharel – wyrafinowanej, niebanalnej zapachowo kreacji końca lat 80-tych zeszłego stulecia. Jedna kropla tych perfum pozwalała nam w sytuacjach ‚in flagranti’, podczas których finalnie jedynym okryciem kobiety pozostają już tylko perfumy, na nowy wymiar panowania nad zmysłami…

Chociaż mojemu mężowi „słoń nie nadepnął na nos”, to jednak był to człowiek niesłychanie uparty i dopiero z czasem udało mi się Go przekonać, że oprócz słynnego już „Old Spice” były jeszcze inne zapachy męskie, do których używania usilnie Go zachęcałam. On jednak „wolał pokowboić w dalekiej Syberii, niż spędzać życie w perfumerii”, ale przyparty do muru zgadzał się na moje zapachowe fanaberie i w łazience na Jego półce pojawiały się wymiennie: „Opium” lub  „Jazz” Yves Saint Laurent, czy moje ulubione „Egoiste Platinum” Chanel. Szczerze mówiąc, to najbardziej lubiłam Jego naturalny zapach tuż po powrocie z rejsu, bo kojarzył mi się z powrotem do  stabilizacji i życiem we dwoje oraz z długimi wakacjami spędzanymi nad morzem w dzieciństwie. Jego gęste, zmierzwione włosy, czarna broda i opalone, muskularne ciało pachniały morskim wiatrem, ciężką pracą na statku, egzotyką dalekich lądów, „luksusem” samolotowych podróży i marzeniami o szybkim powrocie do żony.2. Paweł Mróz podczas rejsu na MT Pieniny

Paweł Mróz podczas rejsu na MT Pieniny

Im bliżej było końca rejsu, tym bardziej za nim tęskniłam,  ale nie zawsze wiedziałam, kiedy naprawdę zapuka do drzwi. Zdarzyło się nawet, że raz prawie w ogóle nie spałam przez całą noc, nasłuchując wciąż Jego kroków.  Zmęczona czuwaniem przysnęłam nad ranem. Aż tu nagle, doszło do mnie, że ktoś otwiera kluczem drzwi do naszego mieszkania. Szybko zdałam sobie sprawę, że tym kimś może być, nie kto inny, tylko mój długo wyczekiwany mąż. Obudzona, w ciągu sekund rzuciłam się do sypialnianych  drzwi, które graniczyły z naszym łóżkiem. A otwierając je, dosłownie „zjechałam” na kołdrze, niczym po zjeżdżalni, tuż pod nogi, wchodzącego do przedpokoju Pawła. On podniósł mnie do góry i całując oraz trzymając na rękach zakręcił się kilka razy wokół własnej osi. Taki przebieg zdarzeń i widok mojej osoby był ponoć dla niego nie tylko niespodziewany, ale i komiczny, więc nic dziwnego, że tańcom i śmiechom nie było końca.

PENELOPA

Mojemu Odysowi

Czekała na Odysa tkaczka Penelopa –

Zawsze wierna małżonka w nieugiętej pozie,

Wiatr igrał z jej szatami, aż przysiadł przy stopach,

Stojących nieruchomo – zanurzonych w wodzie…

Ugrzęzły w morskim piasku – wiernym przyjacielu –

Otulone falami iluzyjnych przeżyć,

Wciąż czuła hołdy śmiałków – ukłony ich hełmów,

Lecz Odys był jej bogiem… I mógł wiatr odmienić…

Anna Magdalena Mróz  

Razem z moim marynarzem powracały do mnie moje listy wysyłane do Niego podczas rejsu. Natomiast w domu czekały na Niego Jego listy pisane do mnie. Nasza rejsowa korespondencja była dość obfita, więc postanowiliśmy numerować wszystkie przesyłki, a ich segregowanie, układanie, sprawdzanie, czy wszystkie doszły oraz utyskiwanie nad tymi, które nie dotarły, było dodatkowym powodem do snucia wspomnień i radości ze szczęśliwego powrotu Pawła do domu. Listy wielokrotnie czytane…, całowane…, przytulane…., pogniecione z zagiętymi, rogami, pod którymi umieszczaliśmy „sekrety”, bawiąc się przy tym jak małe dzieci…, były dowodem naszej miłości. Jeszcze po  latach czytaliśmy je wspólnie razem na głos, śmiejąc się przy tym i wzruszając naprzemiennie. Moje pachniały tęsknotą za Jego bliskością, za chwilą, kiedy weźmie mnie w ramiona i… domowym ciastem, a Pawłowe – tęsknotą za Jego ukochanym „malutkim Skarbem”, którego bał się tak bardzo utracić i… „Cuba Libre”…3. Fragment marynarskiego listu Pawła Mroza do żony. List pisany kodem flagowym

Fragment marynarskiego listu Pawła Mroza do żony. List pisany kodem flagowym

 

LISTY

Wysłałam Ci gołębia z moimi listami,

Dotrze do Twoich portów, zanim go dostrzeżesz,

Nie niesie w dziobie wieści, które mogą razić –

Czarnym kleksem od pióra… na białym papierze…

Badasz słowa pod lupą, przeglądasz pomysły,

Analizujesz cienie widoczne na bieli,

Jestem białym gołębiem, o piórach tak czystych –

Niełatwo będzie znaleźć… jakieś ślady czerni…

Anna Magdalena Mrózslajdy 1989

Autorka w trakcie pisania listu do męża w morzu

Nie jestem bałaganiarzem, więc podczas mężowskich rejsów zawsze robiłam gruntowne porządki w szafach. Dom opuszczały różne części Pawłowej garderoby, zwykle te ukochane, porwane i okropnie zniszczone: podkoszulki, bluzy i spodnie, z którymi absolutnie nie mógł się rozstać, a  kiedy był w domu, nie pomagały ani prośby, ani groźby, aby wreszcie zgodził się je wyrzucić. Na szczęście podczas rejsu, to ja byłam głównodowodzącym i nic nie mogło tego zmienić. Kolejne rzeczy maszerowały do śmieci, a ich miejsce zajmowały nowe. Nie wyrzucałam jednak wszystkich ubrań, a niektórych nawet nie prałam, aż do powrotu Pawła, zwłaszcza tych flanelowych, bajowych, które dobrze przechowują zapach. W sytuacjach trudnych i problematycznych życiowo zawsze zanurzałam twarz w Jego ubraniach, odnajdując w ten sposób spokój podczas łapczywego szukania charakterystycznego, ulotnego zapachu – nawigacji na bycie z moim mężczyzną.

Mimo, że od ponad roku jestem już wdową nadal tak czynię… Wyjmuję z szafy Jego rzeczy…, z czułością  je oglądam…, biorę do rąk…, powoli rozkładam…. i z namaszczeniem wciągam, a właściwie wchłaniam w siebie surową woń kudłatej, marynarskiej piersi… Zapach jest przytłumiony, coraz lżejszy, ale umożliwia mi normalne funkcjonowanie. Aromat życia we dwoje – jestem od niego uzależniona. Poznam ten zapach zawsze i wszędzie, choćby  z zamkniętymi oczyma… W końcu byłam żoną marynarza…

ANNA MAGDALENA MRÓZ

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>