Statek „Juno” na mieliźnie – St. Lawrence Seaway.

Statek  Juno  na mieliźnie   St. Lawrence Seaway.   Pod faleStatek „Juno” należący do Polskiej Żeglugi Morskiej utknął w niedzielę w nocy na mieliźnie i nabrał wody do jednego ze zbiorników balastowych. Przyczyną była chwilowa awaria systemu kontroli sterowania. Po dwóch dniach, 22.04 następna informacja: „Masowiec „Juno” został usunięty z mielizny na rzece Świętego Wawrzyńca w USA”.Polsteam-Juno

W zamierzłych czasach, w latach 80 XX wieku, pracowałem w PŻM, a statki nosiły piękne, polskie nazwy: Kopalnia Szczygłowice, Kopalnia Moszczenica, Uniwersytet Jagielloński, Ziemia Olsztyńska, Ziemia i Powstaniec Wielkopolski, Major Hubal (niby prosta nazwa, ale Francuzi wołali: Maziol ibal i trzeba był czasu, żeby zrozumieć, że to nas wołają). Sprawdziłem w książeczce żeglarskiej i byłem też na: Walka Młodych, Generał Bem, Cedynia, Huta Zygmunt – łatwe, Batalion Czwartaków, Profesor Bohdanowicz, Generał Świerczewski – trudniejsze. Zbliżając się ostatnim statkiem w PŻM do brzegów Izraela, dopiero po 3 godzinach zrozumiałem, że to nas woła izraelski Coast Guard. Statek nazywał się Goleniów, a Izraelitka wołała: Golenio!, Golenio!

Najpierw z rufy statku zniknął Szczecin, jako port macierzysty, a na masztach zaczęły powiewać dziwne flagi.

Gdy byłem na Bolku G (właściwie powinienem to opisać w serii: „BOLEK G” – 7 miesięcy na „kapciu”) odwiedziłem statek PŻM, który na rufie miał port macierzysty Majuro i nosił flagę Wysp Marshalla.  Szkocki armator Bolka G zarejestrował go w Polsce. Na rufie mieliśmy Kołobrzeg, a na maszcie dumnie powiewała polska flaga :)

W czasie rozmowy z polskimi marynarzami z PŻM spytałem, czy nie tęsknią za Polską. Tęsknili. Zaprosiłem ich na burtę Bolka G, żeby choć przez chwilę cieszyli się pobytem na polskiej „ziemi” :) Nie skorzystali, a ja z braku chętnych do rozmowy, szybko wróciłem na namiastkę Ojczyzny.

Szlajając się po po Wielkich Jeziorach spotykałem statki PŻM i zaskoczyły mnie ich krótkie nazwy. Jakaś  polityczna, a właściwie nazewnicza poprawność? Chyba nie było warto, jak potem ląduje się na mieliźnie?

Chciałem napisać mądry, fachowy tekst na temat wejścia na mieliznę na Seawayu. Znowu pobłądziłem. Ale otwiera to ciekawą serię: Wielkie Jeziora :)

Uwaga! Czujnych czytelników, którzy zauważyli i przeczytali powyższy tekst, proszę o głosowanie  i wysłanie wyboru kontynuacji bloga używając  komentarza: 1. Ostatnia balanga na statku, 2. Odessa, Jałta – rejs przyjaźni, 3. „BOLEK G” – 7 miesięcy na „kapciu” oraz 4. Wielkie Jeziora do rozwinięcia.

 

5 thoughts on “Statek „Juno” na mieliźnie – St. Lawrence Seaway.”

  1. Mróz says:

    Ja oczywista 2 – potem 1. Pozdrowienia
    pm

  2. paweł says:

    piłem dziś wino z przyjaciółmi i czytałem Twoje wspomnienia. Były przyjete antuzjastycznie. Przed opróżnieniem butelek.
    pm

    1. Captain Darek says:

      A po opróżnieniu butelek entuzjazm opadł gwałtownie :)? Naprawdę katowałeś towarzystwo moimi tekstami? A jeśli się zachwycili, to niech czytają i klikają, że im się podoba i niech piszą komentarze.

  3. paweł says:

    i słuchali i komentowali ale jak znam życie to niezaglądną sami. Będą za 2 tygodnie i poczytam następne rozdziały. I zamienimy sobotnie spotkania przy kieliszku wina na „wino i morze”.

  4. Bel says:

    Jak mój przedmówca: 2, 1 i może 4 – zobaczymy jak Kapitan żeglugi wielkiej odnajduje się na mniejszych akwenach, ze szklaneczką whisky w ręku czyta się to rewelacyjnie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>