Sekrety marynarskiej alkowy- Marynarzu, Ty jesteś mój! cz.3

fot.2 Zakochani

Jako każda „świeżo upieczona” Marynarzowa nie mogłam się doczekać powrotu Męża do domu. Ledwo wyjechał do pracy, a już się zastanawiałam, jak Mu się przypodobać, gdy tylko wróci z morza i będzie na urlopie. Ubrana w Jego obszerny szlafrok rozważałam najróżniejsze kombinacje strojów, potraw i okoliczności na konto powitania pływającego Małżonka. Tymczasem mój Marynarz kierował statkiem w prawo, w lewo i na wprost, licząc przepływane dni, zbliżające Go do upragnionego końca rejsu. Ja natomiast dalej drążyłam temat przygotowań do kolejnego okresu bycia razem i czas upływał mi m. in. na układaniu menu do powitalnej kolacji we dwoje. W mojej wyobraźni powstawały różne pomysły, a wśród nich ten, który później okazał się strzałem w dziesiątkę, bo nie tylko ucieszył mojego Marynarza, ale i zaskoczył Go „modelarskim” podejściem do tematu. Było to „jezioro” na srebrnej tacy z małym „jachtowym portem”, który powstał z misternej konstrukcji pociętych, ułożonych i smakowo dobranych: połówek jajek, kabanosów, plasterków żółtego sera, pieczywa, różnorakich warzyw, przypraw oraz wykałaczek. Po przyjeździe do domu mój Mąż ze smakiem skusił się na pierwszą z brzegu apetycznie wyglądającą „żaglówkę”, kwitując całość – Kotku mój najukochańszy, to dla Misia Marynarzyka? Nie ma to jak w domu! – Po czym zmordowany pracą i wielogodzinną, lotniczą podróżą powrotną, po obdarzeniu mnie namiętnym całusem – zasnął na kanapie…

fot.1 Odsypianie rejsu

 

I, oczywiście tak spał przez trzy kolejne dni, z małymi przerwami przeznaczonymi na popijanie gazowanej wody, i podjadanie pozostałych „żaglówek”. A ja leżąc przy Nim, gładziłam Go ukradkiem po kruczoczarnych włosach, których długość świadczyła o dłuuugim braku kontaktu z fryzjerem i z czułością wsłuchiwałam się w cichą, miarową muzykę Jego snu … Chrr… sziii… chrr… sziii… chrr… sziii…

ZAKOCHANI

W rozmarzonym ogrodzie tańczą zakochani,
Pan Księżyc na nich patrzy – figlarnie odkrywa,
Podgląda cienie Nocy – są takie ciekawe –
We wzorach czułych spojrzeń dawno już nie bywał…

W rozmarzonym ogrodzie Księżyc jest leniwy –
Filuterny artysta – ma przymknięte oczy,
Jest mistrzem ars amandi i czeka cierpliwie –
Na wzory czułych spojrzeń spod rzęs Pani Nocy…

ANNA MAGDALENA MRÓZfot.2 Zakochani

 

Po trzech dniach, niczym młody bóg, wyspany, odświeżony, ogolony, z uśmiechem i dzikim błyskiem w oku, mój stęskniony po wielomiesięcznym „miłosnym poście” Mąż zawadiacko szepnął mi do ucha, przygarniając mnie mocno do swej marynarskiej piersi – „Chodź malutka, zrobim sobie krasnoludka.”…
BAW MNIE…

Baw mnie słońca dotykiem roześmiany wietrze,
Aż będę pastelowa w skrzydlatym wymiarze,
Chcę wznosić się, opadać i krzyczeć wciąż – jeszcze! –
Jestem lekka… słoneczna… błękitna od marzeń…

ANNA MAGDALENA MRÓZ

No, i się zaczęło: na hasło „krasnoludek” – a każdy pretekst jest dobry – mój Marynarz ochoczo porwał mnie w swoje zgłodniałe objęcia i nagle poczułam się jak łakoma wrażeń mewa w sztormową pogodę, więc gwałtownie pofrunęłam z Jego ramion wprost pod niebiosa, zwiedzając przy okazji najbardziej niedostępne rubieże nieboskłonu… I tak, rozkoszując się kolejnymi „niebiańskimi przelotami”, powoli szybowałam z powrotem ku prozie życia, aż po miłosnym zderzeniu się dwóch żywiołów morza i skrzydeł pojawiała się wielka, słoneczna cisza… w błękitnej poświacie nocy… Patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem, w zachwycie i w bezruchu… Jeszcze lekka jak ptak, spoczywając przy Jego boku, zwróciłam się doń przymilnie – Misiu, powiedz mi coś zabawnego! – Mój małżonek spojrzał na mnie wesoło i z typowym dla siebie łobuzerskim poczuciem humoru, niewiele się namyślając rzekł przyciszonym, czarującym głosem – PZPR (tzn. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, a były to ostatnie, żałosne lata PRL-u i na temat tej partii krążyło wówczas mnóstwo niewybrednych żartów :)) – Wybuchnęliśmy oboje gromkim śmiechem. Tymczasem moja zaniepokojona gwałtownym hałasem Rodzicielka, mieszkaliśmy wtedy jeszcze z moimi rodzicami, zapukała do naszego pokoju, a zaglądając rzuciła od niechcenia w naszym kierunku pytanie – Dzieci, czy u was wszystko w porządku, nie chcecie czasem herbatki?

fot.3 Coś zabawnego

TY I JA

Jak ptak wiruję w gałęzi szponach –
Lotem na oślep wpół zapleciona,
Logos fantazji niech przejmie stery,
Łamiąc rozmyślnie sensu bariery,
Żar wikła grymas – dziobem objęty –
Nie ma w nim błędu i nie ma świętych,
Krzykiem trzymana w umysłu drganiach –
Oddycham liśćmi – wokół… nirwana…

ANNA MAGDALENA MRÓZ

Mąż w dom, Bóg w dom… gdy tylko mój Marynarz wrócił z morza, wszystko było dla Niego, ale i Jemu nie brakowało polotu do dopieszczania mojej osoby pod każdym możliwym względem. Po upojnych nocach – często bywałam „nagradzana” i to nie tylko śniadaniem do łóżka, Zdarzało się także, że budziłam się wśród płatków róż, papierowych stateczków, czekoladek, confetti itp. ciekawostek „teatralnych”.fot.4 Nagroda

Ale pewnego razu zdarzyło się „Grand Prix” wśród tych „nagród”. Otóż, któregoś dnia wieczorem opowiedziałam Mężowi o ostatnio oglądanym przeze mnie, podczas Jego nieobecności, filmie fabularnym pt. „Wybrany” (‚Crying Freeman’), dziejącym się w USA, Kanadzie Japonii, Chinach – filmie o klasycznie komiksowo kryminalnym charakterze, związanym z policją amerykańską, mafią chińską i japońską. Film miał być akurat powtórzony, na jednym z kanałów telewizyjnych, więc zachęciłam Małżonka do obejrzenia tego obrazu, wspominając Mu o intrygującej mnie scenie. Rzecz działa się w sypialni, a główny bohater, którego grał wspaniale umięśniony, wysportowany i przystojny Mark Dacascos, ubrany jedynie w japońskie „slipy”, ratował główną bohaterkę z opresji, czyli przed śmiercią z rąk azjatyckich mafiozów, wspinając się z nożem sprężynowym w zębach na górną, poziomą krawędź drzwi. Po efektownym salcie z owej krawędzi Mark Dacascos ze wspomnianym już „scyzorykiem” rozprawił się z mafiozami po azjatycku, wyrafinowanie i skutecznie. Zachęcony relacją, mój Marynarz zabrał się do oglądania filmu, a ja tymczasem wzięłam kąpiel, nakremowałam się, skropiłam perfumami, założyłam małe, jedwabne co nieco i udałam się do sypialni, gdzie czekałam…, czekałam…., i czekałam, aż w końcu zasnęłam… Obudziło mnie dzienne światło i skrzypnięcie, otwierających się drzwi. Otworzyłam oczy i zaniemówiłam z wrażenia…

fot.5 Marynarska pierś

W drzwiach stał mój Małżonek z gołą klatą, z naprężonym „kaloryferem” na brzuchu i z napiętymi muskułami niczym kulturysta, prezentujący swoją sylwetkę na zawodach. Na sobie miał szare „majty” od dresów, robił groźną minę i trzymał w zębach… mały nożyk do masła. A obok drzwi stał już, przygotowany przez Niego wcześniej, barowy, wysoki stołek do „wspinaczki” i wykonania „salta”. Ze śmiechu tarzałam się i turlałam po łóżku. Po chwili mój Wybawca zaczął mi wtórować, następnie wykonał coś w rodzaju podskoku z obrotem w moją stronę, a wszystko to tylko po to, aby znaleźć się na łóżku przy ukochanej żonie i „ratować” ją z wyimaginowanej opresji… Na szczęście łóżko się nie zarwało podczas trwania „akcji ratunkowej”, a cała „operacja” zakończyła się wspólnym piciem świeżo zaparzonej kawy i jedzeniem pączków.

PĄCZKI OD BLIKLEGO…

Pan Pączek włożył płaszczyk wykwitnie lukrowy,
Ze smakiem przystrojony skórką pomarańczy…
Osłaniał leciuteńko istnienie drożdżowe –
Różanym aromatem bajecznie pachnące…

A krągła Pani Pączek cukrem obsypana,
Pudrowym makijażem słodko uwodziła…
Figlarnie zachęcając lukrowego Pana,
By słodycz i puszystość istnienia odkrywał…

ANNA MAGDALENA MRÓZ

SAMSUNG

Czy, znając blaski i cienie wspólnego życia, wyszłabym za mąż za marynarza raz jeszcze, gdybym miała taki wybór? Odpowiedź brzmi – TAK. Chociaż miłosne życie marynarskiej pary, to bynajmniej nie jest, jak wieść niesie, niekończąca się uczta. Wręcz przeciwnie! Ale to też nie jest wieczny niedosyt, jak niektórzy sądzą. Takie życie jest raczej jak pączki, od jedzenia których trzeba razem we dwoje okresowo pościć, przede wszystkim po to, aby mieć wyostrzone zmysły i móc wspólnie we dwoje rozkoszować się pełnią i bogactwem smaku w każdy kolejny, nadchodzący „Tłusty Czwartek”.

Anna Magdalena Mróz

2 thoughts on “Sekrety marynarskiej alkowy- Marynarzu, Ty jesteś mój! cz.3”

  1. Magda says:

    Ciesze się, że kolejną część mogłam przeczytać

  2. Agnieszka says:

    Pani Aniu, czekam na więcej! :) pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz na „MagdaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>