Santa Marta rok 1980 – stan wojenny.

portofsantamartaW 1980 roku około 1600 (czyli o godzinie czwartej po południu) drobnicowiec PLO zawinął do portu Santa Marta w Kolumbii ze skromnym ładunkiem kilkuset ton drobnicy, czyli różnego badziewia. Wyładunek miał trwać maksymalnie kilkanaście godzin.

Ku rozczarowaniu załogi okazało się, że nie będzie przepustek i możliwości wyjścia do miasta, bo obowiązuje stan wyjątkowy i bramy wyjściowe są kontrolowane przez wojskowe oddziały specjalne. Lekka depresja zaczęła ogarnać dzielnych, polskich marynarzy. Większość po manewrach wejściowych zdążyła się juz wykąpać, ogolić, psiknąć dezodorantem i nagle okazuje się, że te przygotowania są na marne. Nawet laik zrozumie, że tyle inwestując oczekuje się przynajmniej częściowego zwrotu poniesionych nakładów. Około 30 członków załogi, wolnych od służby, zaczęło sączyć piwo. Sączenie odbywało się w grupkach 3 – 5 osobowych. Wynik tych wielu oddzielnych „burz mózgów” był szokujący, a jednocześnie przywodzący na myśl płk. Kozietulskiego i Samosierrę. Czyli: walimy do przodu, zdobędziemy bramę i przedrzemy się do miasta.
Aż wstyd się przyznać byłem członkiem jednej z takich grupek. Wzmocnieni dwoma, trzema żywcami zaatakowaliśmy bramę wyjściową z portu, obsadzoną przez kolumbijski Grom. Szkoda, że nie pamiętam bajeru, dzięki któremu oni nas przepuścili. Być może nasza polskość odebrała im odwagę i chęć do walki?
Zdobyliśmy przyczółek Santa Marta, ale co dalej?
Po krótkim szlajaniu się bez sensu znajdujemy knajpę i wchodzimy na piwo.
A tu lekki szok:
– na suficie polska flaga,
– z głośników słychać polską piosenkę (niestety nie pamiętam jaką),
– większość klientów stanowią nasi koledzy ze statku.
– właściciel knajpy mówi nam, że mamy zniżkę na alkohol i panienki, bo nasz drugi oficer jest prawie współwłaścicielem i dostarczył flagę i nagrania.
Zabawa jest przednia. Kątem ucha (jakkolwiek głupio to brzmi) slyszę jak jedna z pań namawia 27-letniego czwartego mechanika na seks – oczywiście za darmo, a drugim kątem jak inna chce od 40-letniego, łysego marynarza 40 USD za to samo. A normalna cena to ok. 20 USD. Czyli warto być młodym i owłosionym :)
Rano obudziłem się na pięknej plaży, a na bramie portowej udało mi się przekonać kolejny pluton sił specjalnych, że jestem członkiem załogi statku.
I cała załoga wypłyneła z Santa Marta – duża część z miłymi wspomnieniami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>