Pamięć a Euro 2016 Francja

Nie wiem dlaczego, ale tuż przed meczem Polska – Portugalia ocknęła się komórka mojej pamięci odpowiedzialna za przechowywanie wspomnień z roku 1984. Konkretnie z postoju w Lorient, we Francji.

Staliśmy tam kilka dni wyładowując zboże. W niedzielę port nie pracował i większość załogi wybrała się do miasta.  Miałem wachtę portową wraz z dwoma marynarzami. Na statku pozostał też kucharz i dwóch stewardów. Zapewne służbę pełnił ktoś w maszynie, ale nie brał udziału w dalszych wydarzeniach.

Niedaleko statku znajdował się kawałek trawiastego pola, który skojarzył się nam z boiskiem piłkarskim. Postanowiliśmy rozegrać mecz: pokład kontra hotel. Najstarszy z hotelu, czyli kucharz stanął na bramce, a w polu uwijali się dwaj stewardzi. Skład pokładu: marynarz na bramce, a ja z drugim marynarzem szaleliśmy w polu.

Gra rozwijała się wspaniale. Szybkie ataki, wspaniałe parady bramkarzy, ostra gra w obronie. W pewnym momencie przyjąłem znakomite podanie, ograłem obrońcę i pomknąłem w stronę bramkarza – kucharza. Sytuacja sam na sam, czyli setka. Biegnąc zacząłem wybierać róg bramki, w którym umieszczę piłkę.

Nagle poczułem się tak, jak musi czuć się koło, gdy ktoś wsadzi kija w szprychy. Ambitny obrońca wykonał efektowny wślizg z tyłu, ale nie wcelował w piłkę, tylko w moje nogi. Wykonałem efektowne salto, a lecąc wykrzykiwałem słowa, których z racji wrodzonej skromności nie przytoczę.

Wkurzony i naładowany adrenaliną chciałem szybko się podnieść i wrócić do walki. Jednak stanąłem w pionie tylko na sekundę, po której moje ciało wróciło do pozycji horyzontalnej. Już chciałem krnąbrne ciało opieprzyć za samowolkę, gdy poczułem straszny ból.

Moja prawa noga była bezużyteczna. Mogła być zwichnięta lub złamana. Pocieszający był brak krwi, więc złamanie nie było otwarte. Ale bolało jak...(cenzura wrodzonej skromności).

Skruszony protoplasta Pepe (Pepe miał wtedy roczek) wziął mnie na barana i zaniósł na statek. Jadąc na stewardzie ogłosiłem zwycięstwo walkowerem pokładu, bo przecież bez ukaranego czerwoną kartką zawodnika hotel nie mógł dokończyć meczu.

Kapitan wrócił z miasta i skontaktował się z agentem, który szybko przysłał taksówkę, aby zawiozła nas do szpitala. Nas, bo Bosman skarżył się na silne, przedzawałowe bóle w klatce piersiowej i został dołączony.

Byliśmy we Francji, więc nie było żadnych szans na konwersację z taksówkarzem. My nie mówiliśmy po francusku, a kierowca po: polsku, angielsku, czy rosyjsku. Jak widać byliśmy lepiej wykształceni, bo my nie znaliśmy jednego języka, a on aż trzech.

Dotarliśmy do szpitala, gdzie taksiarz zaprowadził nas do poczekalni, pogadał chwilę w tubylczym języku z pielęgniarką i zniknął. Pielęgniarka wzięła od nas „Medical Requisition Form”, uśmiechnęła i gestem pokazała żebyśmy usiedli i poczekali.

Z ulgą usiadłem, bo skakanie na jednej nodze wywoływało potworny ból w drugiej. W „Medical Requisition Form” (długo szukałem w necie, aby zaprezentować taki formularz, ale bez sukcesów) były opisane nasze dolegliwości, więc spokojnie czekaliśmy.

Znalazłem formularz, który przypomina „Medical Requisition Form”.

Poor Navigational Practices

Po chwili wróciła pielęgniarka i wydała dźwięki, które rozpoznaliśmy jako nazwisko Bosmana. Bosman zniknął za drzwiami, a ja dostojnie cierpiałem na krześle. Nagle spoza drzwi zaczęły dobiegać krzyki Bosmana, odgłosy szarpaniny – słowem zaczęła się jakaś awantura.

Drzwi się otworzyły i wybiegł z nich spanikowany Bosman, a za nim personel medyczny. Cóż się stało? Choć ciężko w to uwierzyć znajdowaliśmy się w poczekalni u dentysty, a Bosmana chciał wziąć w obroty dentysta – sadysta.

Przypominam, że byliśmy we Francji i informacje zapisane po angielsku w „Medical Requisition Form” nic Francuzom nie mówiły. Ale od czego język ciała i migowy. Bosman zaczął chwytać się za serce i udawać, że umiera. Ja starałem się zwrócić uwagę na siność mojej nogi i jej opuchliznę, która wyraźnie się powiększała.

Wywołało to wielką dyskusję u tubylców. W końcu pielęgniarka kazała nam iść za sobą. Słowo iść w moim przypadku była dużą przesadą, ale dzielnie skakałem starając się nie wyć z bólu, bo męskość zobowiązuje. Niestety szpital był duży.

Dotarliśmy w końcu do celu. Usiadłem, otarłem pot z czoła. Ból zaczął się zmniejszać. Po chwili zjawiła się nowa pielęgniarka, chyba nas ochrzaniła i poprowadziła następnych 100 metrów do izby przyjęć. Tam usadziła mnie na fotelu i z troską zawiozła z powrotem na oddział.

Zrobili mi prześwietlenie i okazało się, że to tylko zwichnięcie. Obkleili mi nogę specjalnymi plastrami i lekarz na migi pokazał, że mam się byczyć przez jakiś czas. Poprosiłem, żeby mi napisał zwolnienie z pracy, co wcale nie było łatwe. Bardzo żałuję, że nie zachowałem tego zwolnienia – język jakim było napisane był naprawdę komiczny.

Kończąc wątki. Bosmana dokładnie przebadali i okazało się, że ma serce jak dzwon i jest hipochondrykiem. Gdy wróciłem na statek, to okazało się, że wyprawa do mesy, na posiłek jest wielkim wysiłkiem z racji wysokich progów. W dodatku byczenie się w kabinie jest strasznie nudne – teraz bym pewnie oglądał filmy na laptopie, ale w latach 80 takich udogodnień nie było. A najgorsze było usuwanie tych super plastrów, którymi usztywnili owłosioną nogę samca alfa.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>