Morze alkoholu – Marynarze są 1,75 razy bardziej narażeni na śmierć z powodu alkoholizmu.

drunken-sailor1Trzeciego dnia rejsu Starszy Mechanik schodził do CMK (Centrala kontrolno-manewrowa (lub manewrowo-kontrolna) – pomieszczenie na statku, najczęściej w przedziale maszynowni, w którym zgromadzone są instrumenty kontrolne silnika głównego i mechanizmów pomocniczych).  Nieszczęśliwie postawił stopę i skręcił sobie kostkę. Wykazując się wielką siłą woli i iście spartańską odpornością na ból, powrócił do swojej kabiny. Przez następne trzy i pół miesiąca rejsu leczył i rehabilitował się w kabinie. Mimo poważnej choroby, raz dziennie podpisywał Dziennik Maszynowy dostarczany przez Drugiego Mechanika.

Zatroskany Steward przynosił posiłki, a koledzy donosili lekarstwa. Niestety, leczenie Johny Walkerem, Żytnią, Wyborową nie przynosiło rezultatów. Nawet kombinacja: rano Okocim, w południe Bacardi, wieczorem pieprzówka (spirytus + woda + pieprz) zawiodła. Kostka wciąż była skręcona i Starszy Mechanik tkwił uwięziony w czterech ścianach kabiny. Koledzy zmieniali się przy stole chorego, ofiarnie testując różne rodzaje lekarstw. Ciekawymi dyskusjami i głośną muzyką starali się umilić czas choremu. Wszystko na nic!

Wracaliśmy do Gdyni. Przed manewrami Kapitan postanowił sprawdzić stan zdrowia swojego zastępcy do spraw technicznych. Próby kontaktu telefonicznego zawiodły. Próby kontaktu osobistego również – drzwi do kabiny były zamknięte od wewnątrz. Poważnie zaniepokojony Stary polecił wyłamać klapę wejścia awaryjnego. Okazało się, że choroba poczyniła zatrważające postępy. Chory był nieprzytomny i nie reagował na żadne bodźce.

Po zacumowaniu w Gdyni, dzięki szybkiej akcji kapitana i armatora, zjawił się zmiennik, a Starszy Mechanik mógł kontynuować leczenie na lądzie.

 

Początek lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Kontrola uprawnień i dyplomów nie była zbyt dokładna i na statki trafiali przypadkowi ludzie np.: dekarz, jako Starszy Marynarz (miał sfałszowane papiery swojego brata – marynarza), piekarz, jako marynarz. Nie mieli żadnego pojęcia o morzu, ani nie posiadali żadnych morskich umiejętności, jak sterowanie, czy znajomość świateł statków, czy latarni.

Łączyło ich jedno. Już po 2 – 3 tygodniach uważali, że wiedzą wszystko o morzu. Pewne jest, że po powrocie do domu snuli opowieści o tym, jak to kapitan, czy oficer podjęli złą decyzję i tylko czujność dekarza/ piekarza uratowała statek przed zgubą.

Na statku ro – ro ich amatorszczyzna nie miała znaczenia. Ważne były ich mięśnie. Ich głównym zadaniem było podkładanie pod trailery i wyjmowanie kozłów oraz zakładanie i zdejmowanie łańcuchów mocujących. No i trzeba było na nich uważać przy cumowaniu i odcumowywaniu statku, żeby podawali liny przez odpowiednie kluzy oraz nie stawali w niebezpiecznych miejscach (w okach lin, na drodze pękających cum itp.).

Kontrakt marynarski trwał 12 tygodni, a pensja była niezła. Zjeżdżając z kontraktu piekarz miał w kieszeni równowartość polskiej, rocznej średniej krajowej.

Piekarz kończył kontrakt w Belgii. Po południu zawieźli go do Antwerpii, skąd następnego dnia, rano miał odlecieć do Polski. Dysponując wolnym czasem postanowił się zabawić. Bez trudu trafił do dzielnicy uciech wszelakich. Tam zajęły się nim hostessy.After-Otto-Dix-A-pencil-ink-and-watercolour-scene-of-a-German-brothel-featuring-a-drunken-sailor-and-naked-prostitutes-sold-for-£3000

Ocknął się następnego dnia na jakimś trawniku. Samolot już dawno odleciał. Sprawdzenie kieszeni potwierdziło najgorsze obawy – pieniądze zarobione przez ostatnie 3 miesiące zniknęły. Do teraz nie mogę zrozumieć, jak piekarz bez pieniędzy, znający jedynie język polski, zdołał się skontaktować z armatorem. I trzeba docenić armatora, który zafundował mu następny bilet powrotny. Ale więcej piekarza nie widzieliśmy.

 

 

Ten sam statek ro – ro. Podczas sztormu na Morzu Irlandzkim, w drodze z Heysham w Anglii do Belfastu w Irlandii Północnej, ładunek w jednym z trailerów się rozwalił. Ładunkiem tym były kartony wypełnione butelkami wina. Po zacumowaniu w Belfaście przyjechał mały buldożer, zebrał łychą rozwalone kartony i wyrzucił do kontenera na śmieci. Ale część butelek przetrwała sztorm i akcję buldożera.

Jeszcze na morzu, podczas sztormu, rozwalone kartony odkrył dokonujący inspekcji starszy marynarz (prawdziwy wilk morski). Troskliwie poutykał ocalałe butelki w różnych miejscach na statku. Potem przez wiele dni raczył się ich zawartością. Początkowo robił to dyskretnie i w czasie wolnym. Jednak każde zapasy kiedyś się wyczerpują. Przed wypiciem ostatniej butelki dał pieniądze irlandzkim kierowcom ciągników, a ci dostarczyli mu paliwo z lądu. I w tym momencie zapomniał o dyskrecji i popłynął. Gdy doszedł do siebie to pozostało mu tylko spakowanie bagażu i lot do Polski. Więcej go nie zobaczyliśmy.

 

I znowu prom ro –ro. W Belgii, w niedzielę mieliśmy odstawkę, czyli staliśmy dobę w porcie. Nadchodziła 10 rocznica istnienia firmy i postanowiono zorganizować uroczystości na statku. Weather deck, czyli górny pokład, był w części osłonięty przed deszczem przez nadbudówkę i tam miała odbyć się impreza.

Załoga posprzątała pokład, specjalna ekipa malarzy pomalowała sufit i ściany. Dostarczono masę różnych alkoholi. W niedzielę, bladym świtem zjawiła się firma cateringowa z jedzeniem, stołami, krzesłami, obrusami itp. Potem przybyło kilkudziesięciu gości.

Odcumowaliśmy i wypłynęliśmy poza wody terytorialne, aby zgodnie z prawem, goście mogli się raczyć wolnocłowym alkoholem. Zabawa dopiero się rozkręcała, gdy dopadła nas burza. Zaczął lać deszcz, a porywisty wiatr zawiewał go na stoły i gości. Szybko wszyscy uciekli w najlepiej osłonięte miejsce. Było tam jednak bardzo ciasno. Jedzenie marnowało się na mokrych stołach, a zmokłe kury – goście ciągnęli alkohole w kącie. Zapadła decyzja o powrocie do portu.

Zeszli goście, firma cateringowa zabrała sprzęt i jedzenie. Kapitan zdecydował, że niewykorzystany alkohol zmagazynujemy w wolnej kabinie na pokładzie oficerskim. Załoga zaczęła ładować kartony do kosza i żurawikiem wciągać 10 metrów do góry. Zaradni matrosi postanowili wziąć udział w podziale łupów i bliżej nieokreślony procent butelek nie dotarł do kabiny.

Zdobyczny alkohol spowodował kłopoty ze zdrowiem Bosmana i jednego z marynarzy.

Marynarz po degustacji chciał zejść z nadbudówki na pokład samochodowy stromymi, stalowymi schodkami. Równowagę miał jednak zachwianą, krok niepewny, więc zjechał na dupie 10 metrów w dół. Kość ogonowa bolała go do końca kontraktu.

Zadaniem Bosmana było ustawianie trailerów podczas załadunku. Trailer, pchany przez ciągnik, wjeżdżał na pokład tyłem. Gdy docierał na miejsce, bosman dawał sygnał gwizdkiem, kierowca ciągnika hamował, podnosił przód trailera do góry, załoga podtykała kozła i gumowe stopery pod koła, kierowca ciągnika opuszczał trailer na kozła, odłączał się i jechał po następny. Załoga zakładała i naciągała łańcuchy zabezpieczające.

Żeby załadować jak największa ilość trailerów odległości pomiędzy nimi musiały być jak najmniejsze. Zwykle Bosman stał z boku, ale będąc pod wpływem rocznicowego alkoholu postanowił pokozaczyć. Oparł się plecami o ścianę i spokojnie obserwował tył trailera, który na niego najeżdżał. Refleks miał jednak osłabiony i gwizdnął za późno. Trailer wcisnął Bosmana w ścianę i połamał mu żebra, zanim gwizd dotarł do kierowcy i zadziałały hamulce.

 

Zapraszam na następne części cyklu alkoholowego.Party 28 Oct06 016 (2)

3 thoughts on “Morze alkoholu – Marynarze są 1,75 razy bardziej narażeni na śmierć z powodu alkoholizmu.”

  1. laik says:

    Uderza mnie pokrewieństwo innych zawodów w tym temacie; artyści, szewcy, drwale, politycy…. podobnie narażeni!

    1. Mróz says:

      Podobnie… ale nie tak samo. Też coś o tym wiem, choć skończyłem pływać +/- 30 lat temu

  2. Mróz says:

    Anegdota na temat: Leżę w szpitalu z powodu choroby serca. Lekarz – kolega z dawnych lat – robi obchód razem z grupą studentów. Przedstawia im moją przypadłość i pyta co mogło doprowadzić do tego stanu.
    Odpowiedzi są różne i nietrafne. Pada podpowiedź – choroba zawodowa. Dalej nic. I wtedy wyjaśnienie – ten Pan był marynarze. Studenci, widać ze myślą. Uzupełnienie – marynarze piją (niekoniecznie wodę).
    pm

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>