II część rozrośniętej dygresji (ale krótszej) do Gdynia – moje miasto?

4_AP_023-kopiaZałatwianie – ciag dalszy.

 

Cement, wapno.

Tu sprawa była prosta. Wśród znajomych rozpuściłem informację, że potrzebuję określonej ilości cementu i wapna. Według dzisiejszego nazewnictwa: ogłosiłem przetarg na dostawę materiałów. Po niedługim czasie zaczęły spływać oferty i mogłem rozstrzygnąć przetarg. Zgrzyt nastąpił w czasie dostawy, gdy zwycięzcy przetargu zorientowali się, że mają wyładować towar 50 metrów od komisariatu milicji. Błyskawicznie wyładowali towar i zniknęli bez przeliczenia pieniędzy. A ja sam musiałem targać worki na trzecie piętro.

Piasek.

Banalne. W okolicach hali targowej w Gdyni zauważyłem ciężarówkę z piaskiem i złożyłem zamówienie u kierowcy. Dostawę zrealizował szybko i punktualnie, a dodatkowo dostarczył legalną fakturę zakupu (?).

 

Gaz. Tu był problem, a właściwie kilka.

  1. Piec gazowy do ogrzewania. W mieszkaniu miało być ogrzewanie gazowe. Żeby dostać zgodę na gaz trzeba było mieć homologowany piec, który można było kupić, jak pokazało się zgodę na gaz – typowy paragraf 22. Trochę trwało, aż znalazłem rozwiązanie, czyli kupno pieca z homologacją sprowadzonego z ZSRR. Importera wyczaiłem w Gdańsku Suchaninie. Dysponując motorowerem marki Ogar pomknąłem do Suchanina. Piec okazał się walcem średnicy pół metra i wysokości jednego. Zamocowałem go na mojego rumaka i powoli pojechałem na obwodnicę Trójmiasta, a na niej śmigałem już na full speedzie. Niestety, bylem na wysokości Sopotu, gdy zaczął padać deszcz. Sznurek okazał się być zrobiony z papieru i wilgotny rozlazł się i całe, misterne mocowanie pieca w pi..u. Tuląc piec, jak panienkę, udało mi się dotrzeć na Wzgórze Nowotki. Wbiegłem z nim na trzecie piętro, ze szczęścia zapominając o jego 40 kg wadze.
  2. Piecyk ogrzewający wodę. Rozwiązanie znalazła teściowa. Zgłosiła w spółdzielni uszkodzenie swojego piecyka. Trochę trwało, aż przekonała władze spółdzielni do wymiany. Reszta to łatwizna. Ekipa, która zjawiła się, żeby wymienić piecyk, została przekonana, aby nic nie robić i zainkasować zapłatę. Nie wzbraniali się zbytnio, a ja miałem piecyk – nówkę niechodzoną.
  3. Instalacja gazowa w mieszkaniu. Tu zgodę uzyskaliśmy zamawiając projekt instalacji u gościa, który wydawał zgodę. Bajecznie proste. Instalację robiła firma, bo spawania nie opanowałem do tej pory. Mieliśmy trochę adrenaliny przy okazji. Fachowcy zamknęli zawór w piwnicy i zaczęli wcinać się w rurę gazową u sąsiadki z 2 pietra. Gdy wypalili dziurkę, to z dziurki wystrzelił jęzor ognia. Rurka była w pawlaczu, więc zaczęły się palić przechowywane tam stare gazety. Dość szybko ugasiliśmy ogień na zewnątrz, ale nie mieliśmy pewności, czy nie pali się w środku rurki i czy za chwilę cały budynek nie wyleci w powietrze. Zostałem sam, zaciskając palec na dziurce i hamując wypływ gazu, a fachowcy poszli szukać zaworu odcinającego gaz. Znaleźli i nie wybuchło, bo przecież piszę te bzdury.
  4. i 5, czyli ostateczne sprawdzenie instalacji gazowej i podłączenie licznika. Pozyskanie licznika i montaż okazał się prosty. Teściowa znała brygadzistę ekipy z gazowni, która montowała liczniki. Zachęcony pół litrem gorzały był gotowy. Gorzej ze sprawdzeniem instalacji. Panem życia i śmierci był nieprzystępny gazownik w wieku około trzydziestu lat. Moje pierwsze podejście dało obietnicę wizyty latem 1989 roku. Nasz błąd. Od początku załatwiania wszystkiego stosowaliśmy z żona zasadę: gdzie baby tam ja, a gdzie faceci to ona. A że z rejsu do Brazylii przywiozłem mieloną kawę Melita, postanowiliśmy podeprzeć to łapówka. Akcja była piękna. O siódmej rano byliśmy pod domkiem z biurami gazowni. Ja motywowałem żonę, bo żadne z nas nie bardzo umiało dawać łapówki. Uważaliśmy, że ci, co je biorą, to szmaty, wiec ciężko je dawać przy takim nastawieniu. Ja gadałem, motywowałem, ze 3 razy obiegliśmy siedzibę gazowni. W końcu zdeterminowana żona weszła do środka. Tam wpadła do gościa, walnęła kawę na stół i powiedziała, że choć brzydzi ją dawanie łapówek, to bardzo chce zamieszkać we własnym mieszkaniu. A gazownik na widok pół kila kawy zmiękł i odebrał instalację nazajutrz.

 

Instalacja elektryczna.

Oprócz początkowej zgody trzeba było mieć potwierdzenie elektryka z uprawnieniami SEP o prawidłowej instalacji elektrycznej w mieszkaniu. Miałem już zrobioną instalacje, ale zatrudniłem firmę, która zrobiła kilka punktów i miała wystawić papiery. Zrobili punkty, wzięli pieniądze, ale papierów nie wystawili. Po czasie okazało się, że nie mieli uprawnień. I tu wykazała się żona, bo decydentem był facet. A ja po czasie miałem czuja, bo sprawdziłem kontakty, puszki robione przez tę firmę. Gnojki pokrzyżowali przewody i gdybym to podłączył do zasilania, to byłoby wielkie bum.

 

CDN.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>