Gorąca Jamajka – Port Esquivel.

Chrzanić chronologię. Postanowiłem skoczyć o kilka miesięcy, gdy po wyleczeniu i rehabilitacji złamanej nogi  wróciłem na statek.

Dopłynęliśmy do USA i rzuciliśmy kotwicę na Mississippi River, ale w jakim celu? Z pewnością mieliśmy coś wyładować lub załadować, albo też wykonać obydwie czynności.BR B Rouge

Przez kilka lat miałem duże opakowanie tabletek Pharmaton® Geriavit®, które zwalcza objawy wyczerpania, przemęczenia, starzenia się oraz dolegliwości związane z procesem rekonwalescencji, objawiające się obniżeniem sprawności umysłowej, czujności, koncentracji i pamięci. 

Był to swoisty róg Amaltei, bo ilość tabletek wciąż pozostawała taka sama. Tajemnica tego cudu polegała na tym, że zapominałem brać to cholerne lekarstwo na demencję starczą!

Nic więc dziwnego, że nie pamiętam dokładnie celu wizyty w USA.

W czasie postoju miała nastąpić częściowa wymiana załogi, a ja wybrałem się do lekarza, bo lewa ręka, od barku do łokcia, tak mnie bolała, że w myślach używałem określenia: ręka mi na……la.  Lekarz odbębnił swoje obrzędy i zrobił mądrą minę, która wyraźnie mówiła: cholera go wie, a następnie założył mi blokadę. Blokadę, czyli zrobił zastrzyk jakiegoś świństwa w ramię, co by nie bolało. Efektu nie było, więc wkłuł się ponownie i szybko odesłał na statek.

W drodze powrotnej dołączyli nowi załoganci: 3 marynarzy filipińskich oraz Pani Kapitan i Chief Engineer. Ostatnia dwójka występować też będzie w horrorze o załadunku w Sankt Petersburgu i innych tekstach o Pani Kapitan – oczywiście, jeśli je w końcu napiszę :)

Pani Kapitan raczyła się ucieszyć, że, mimo kłopotów zdrowotnych, zostanę na statku, a następnie radośnie przekazała „dobrą nowinę”. „Dobra nowina” podobnie jak „dobra zmiana” u różnych ludzi wywołuje odmienne reakcje. Zareagowałem powściągliwie, czyli ucieszyłem się inaczej. A czemuż to, ach czemuż spytacie? Temuż, iż armator postanowił przysłać na statek jeszcze dwie kobiety: II oficerkę i praktykantkę pokładową.

Nie ukrywam, że zawsze miałem ambiwalentny stosunek do kobiet na statku, choć słowo stosunek nie jest tutaj dobrym określeniem :) Największym minusem było zidiocenie męskiej części załogi, gdy na burcie były osoby płci przeciwnej. Przyznaję, że kobiety zazwyczaj są lepiej wykształcone, ambitniejsze, staranniejsze i bardziej estetyczne, ale też, zupełnie niepotrzebnie, starają się  nieustannie udowodnić, potwierdzić swoją wyższą jakość. Ale o tym innym razem.

No i zaczęło się! Pani Kapitan i CE (wredny polaczek) troskliwie dopytywali się, jak się będę czuł między młotem, a kowadłem, czyli Kapitanką – zwierzchniczką, a II oficerką – podwładną. A co z praktykantką? Jaką kabinę jej przydzielę? Do jakich robót będę kierował? A może wezmę ją na swoje wachty morskie i będziemy w duecie nawigować?  Wyobraźnię mieli bogatą i, niestety, zboczoną, więc darli ze mnie łacha niemiłosiernie.

Ale sprawiedliwość jest na świecie! Po paru tygodniach dotarliśmy do portu, w którym miały dołączyć nowe załogantki. Po zacumowaniu byłem zajęty z surveyorami, więc do kabiny wracałem po kilku godzinach. Mijałem kabinę kapitanki, a ona krzyknęła, żebym zaszedł. Wchodzę, a tam siedzi CE z głupią i kwaśną miną. I wtedy usłyszałem wiadomość, która spowodowała niespodziewaną, a radosną odmianę ról: II oficerka nie przyjechała i już nie przyjedzie, a praktykantka okazała się być maszynową, czyli trafia do działu CE.

Nie jestem mściwy, ale jakże przyjemnie było retorsyjne darcie łacha :) Zresztą sami się podkładali. Pani Kapitan przydzieliła praktykantce (20 letniej Niemce o imieniu Trudi) kabinę armatorską i miejsce w mesie oficerskiej, a CE przydzielał jej lekkie roboty. Trudi – postawna, sympatyczna i robotna dziewoja, dopiero po pewnym czasie wywalczyła prawo do wykonywania równie ciężkich prac, jak reszta filipińskiej załogi. Była zresztą większa i silniejsza od większości kolegów, trochę typ morskiej Horpyny. Miała jednak jedną wadę. Jadłem samotnie śniadanie w mesie, gdy Trudi przyszła na posiłek, a przy okazji poprosiła mnie o pomoc w załatwieniu jakiejś sprawy życiowo – zawodowej u Kapitanki. Wytłumaczyłem jej, że musi poprosić o pomoc swojego zwierzchnika – CE. Przy okazji zauważyłem, że jest ubrana bardzo niechlujne w pomięte ciuchy i niedokładnie umyta. Młoda dziewczyna!

Na statku w każda niedzielę robi się obchód sanitarny. Przy tej okazji sprawdza się też stan wyposażenia i czystości kabin.  Jako pierwszy wszedłem do kabiny armatorskiej, w której mieszkała Trudi. I bardzo szybko się wycofałem. Mam dwóch synów i wiem, jak można szybko zrobić w pomieszczeniu tzw. syf. Trudi w swojej kabinie trzymała taki właśnie, męski porządek. Już do końca mojego pobytu to Pani Kapitan wizytowała kabinę Trudi i próbowała nauczyć porządku, ale z miernym rezultatem.

Pełne przygód życie pulsowało na statku, czyli nudne dni wlokły się noga za nogą, aż dotarliśmy do Port Esquivel na Jamajce.

Jam

Port Eaq

 Zacumowaliśmy po południu, a wyładunek miał się rozpocząć następnego dnia rano.  Niedaleko, na terenie portu był piękny basen, a że i pogoda było zachęcająca, więc postanowiliśmy się zrelaksować wodnie i alkoholowo. Trójka Polaków, czyli Kapitanka i dwa czify (CE i CO, czyli niżej podpisany), szybko dotarła do ożywczej wody.  Skoki do wody, energiczne crawle, dostojne żabki, czy bajeranckie delfino – motyle przeplataliśmy łykami wody ognistej.

Po przeciwnej stronie basenu rozgościła się liczna grupka braci filipińskiej, a wśród nich rodzynek – Trudi.

Mijał miło czas na beztroskim taplaniu się w wodzie. Procenty powoli dochodziły do głosu i z kolega CE zaczęliśmy rywalizować o tytuł najlepszego nurka, czyli kto dalej przepłynie pod wodą. Z reporterskiego obowiązku dodam, że najlepszym nurkiem został CO :)

Po pobiciu rekordu wynurzyłem się i ujrzałem szalenie zgrabną dziewczynę w bikini stojąca na  brzegu basenu. Z trudem złapałem oddech. Wiadomo – po kilkudziesięciu metrach pod wodą. Przez moment myślałem, że to jakaś zwida spowodowana niedotlenieniem, czy też wodą ognistą.  Jednak po chwili poznałem – to Trudi. Wróciło wspomnienie jej niechlujstwa i choć szalona zgrabność pozostała, to czar prysnął. Ze wzgardą się obróciłem i bajeranckim motylem wróciłem do polskiej dwójki kontynuować dolce vita.zgrab

Niestety, wesoły czas spędzony na basenie wpłynął fatalnie na jakość pracy na statku.  Brać filipińska nieznająca brudnych tajemnic Trudi rozchwyciła się jej młodym, powabnym ciałem i zakochała zespołowo. Nawet, a właściwie najbardziej,zakochał się  II mechanik – staruch w moim wieku.

A potem. Po wyładunku cementu cała załoga była zatrudniona przy usuwaniu resztek ładunku w ładowni. Roboty od cholery, terminy gonią. Zaglądam do 4 ładowni, a tam na dole stoi Trudi otoczona wianuszkiem wdzięczących się, tokujących marynarzy. A robota stoi! Awaria silnika głównego, a II mechanik, zamiast nadzorować naprawy, oprowadza Trudi po siłowni i cierpliwie, z polotem tłumaczy jej mechaniczne zawiłości. Reszta załogi maszynowej z zazdrością śledzi ich wędrówkę i stara się przyciągnąć spojrzenie powabnej Niemki. Totalna klęska i żenada.

I zaskakujące zakończenie. Kontrakt kończyłem w Szwecji i taksówkę miałem o jakieś upiornej, rannej godzinie. Właśnie zaczynałem wyciągać bagaże z kabiny, gdy pojawiła się Trudi z kolegą, chwycili moje toboły i zatargali do taksówki. Nikt im nie kazał, obudzili się sami i zrobili to dobrowolnie. Następnie, ze łzami w oczach, pożegnali się ze mną!? Ale byłem zdziwiony!

P.S. Chciałem okrasić tekst obrazkiem i wpisałem w gugla: „zgrabna Niemka”.  Zrezygnowałem z umieszczenia wyniku poszukiwań, bo przejrzałem kilkaset zdjęć i musiałbym wymagać od czytelników potwierdzenia, że są dorośli i mają więcej niż 18 lat.

P.S. 1 Przy okazji znalazłem:

Alea, vina, Venus, per quae sum factus egenus – Kości, wino i Wenus, przez to stałem się nędzarzem.”

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>