Buenaventura – ostatnia balanga na statku.

BuenaventuraChciałem opisać walkę dzielnych marynarzy filipińskich o stare prawa. Prawa do zabawy,  stoczenia się moralnego i odreagowania nienormalnej samotności.  Tego, że można było być przynajmniej kuszonym obecnością kobiet na statku. Że miało się czas na wyjście na ląd. Pozwiedzać, napić się piwa, podupczyć, czy też poznać tubylców. Poczuć się człowiekiem, który coś może.

Ale na początek wyszedł mi krótki wykład!? Niech zostanie – to tylko jedno zdjęcie, akapit i tabelka.

 

HPIM0247 (2)Once upon a time in Buenaventura, Colombia, ladunek ok. 23000 ton zboża.  Moje półtorametrowe jacuzzi głębokości ~ 55 cm, czyli mające objętość około 1 m3 (metra sześciennego) mogłoby pomieścic:  2.5 tony rudy żelaza lub 0.77 tony ciężkiego zboża lub 0.4 tony wiórów drewnianych, albo 1 tonę słodkiej wody. Gdy 1 podzielimy przez wartość stowage factora z prawej kolumny to wiemy ile ton danego ładunku zmieści się w mojej wannie.

TYPE OF CARGO STOWAGE FACTOR
(cu ft/LT) (m3/MT)
Iron ore 14 0.40
Grain (heavy) 45 1.30
Coal 48 1.40
Woodchips 90 2.50
Containers (TEU) 56–105 1.6–3.0
Cars 150 4.2
Light crude oil 37.6 1.07
Heavy crude oil 33.7 0.95
Water 35.315 1

 

 

A teraz wracamy do baranów.

Do Buenaventury w Kolumbii wplynęliśmy kilkanaście miesięcy po ataku na World Trade Center, ale przed wprowadzeniem ISPS (według Wikipedii: „Międzynarodowy Kodeks Ochrony Statku i Obiektu Portowego (International Ship and Port Facility Security Code)(ISPS) jest to zestaw przepisów i zaleceń, zmierzających do zwiększenia zabezpieczenia żeglugi przed terroryzmem.”), ale rygory bezpieczeństwa zostały już zaostrzone.

600px-ISPS_code_Southampton

 

 

Poprzednio w wielu portach (szczególnie Ameryki Południowej) taksówkarze mieli miły zwyczaj podjeżdżania pod trap w godzinach zmian wachtowych, czyli: 0800, 1200, 1600, 2000, 2400 oraz po kolacji, około 1800. Powrót też był komfortowy i matros, zmęczony zwiedzaniem,  wysiadłszy z taksówki musiał tylko przepełznąć kilka metrów po kei i wczołgać się po stopniach trapu.  Niestety, taksiarze zostali przegnani. Trzeba było dreptać do bramy portowej i znaleźć miejsce ich nowego postoju.

Mekką upadłych, marynarskich aniołów był bar „Americano”. Wchodziło się po schodach na taras, który obejmował dwie ściany baru. Mijając szerokie drzwi, w odległości 3 metrów, widać było tył kanapy szerokiej na 8 metrów. Trzeba było iść w prawo lub lewo, mając do wyboru kilka lóż przy ścianie oraz kilkanaście stolików. Z prawej strony było też drugie wyjście na taras, gdzie na świeżym powietrzu stało kilka stolików. A gdy siadło się na tarasie to z okien domu, stojącego po drugiej stronie uliczki, zaczynały pokrzykiwać, uśmiechać się i machać rękami ładne tubylki.

Opisuję rozkład pomieszczenia, bo początkowo dziwiła mnie wielka kanapa, która jak barykada tarasowała wejście. Jednak nie było to dziełem przypadku, czy  głupoty właściciela.

Zaloga statku skladała się z  22 Filipińczyków i 1 Polaka – Chiefa Oficera, przyszłego blogera. Bycie rodzynkiem w filipińskim cieście miało same dobre strony. Kapitan lekko się mnie obawiał, więc nawet jak popełniłem jakiś błąd (ze dwa razy) to opieprzał za to swoich ziomków. Aż musiałem mu dyskretnie (żeby nie podważać autorytetu dowódcy) przypominać, że to ja jestem winowajcą. A reszta załogi lubiła mnie za sam fakt bycia Polakiem, przypuszczam :) Jak dobrze mi było świadczy ponad 7 miesięcy spędzonych na tym statku.

Po tej dygresji wracam do baru „Americano” razem z kilkusobową grupką braci filipińskiej. Znali oni już realia cenowe baru: piwo kosztowało 1 dolara, a 17 dolarów  litrowa butelka rumu Bacardi + dwulitrowa cola + lemonki. Wybór był prosty i po chwili popijaliśmy marynarski trunek, czyli Cuba Libre. Siedziałem tyłem do wejścia, a przodem do ekranu, na którym wyświetlane były teledyski (ekran był kawałem białego materiału, na który padały obrazy ze specjalnego rzutnika – teraz byłby to duży telewizor LCD).

Zajęci popijaniem i ciekawą rozmową nie zwracaliśmy uwagi na otoczenie. Do czasu. Powoli dotarło do mnie, że matrosi siedzący przodem do wejścia przestają brać udział w rozmowie i choć wzrok mają skierowany na mnie, to fokus mają zafiksowany kilka metrów za mną. Zaintrygowany odwróciłem głowę.

Szczęka mi opadła. Między wejściem, a wielką kanapą, na powierzchni 20 metrów kwadratowych kłębił się tłum zalotnie wdzięczących się dziewczyn. Nie były nachalne. Starały się subtelnie wyeksponować swoje atuty. Czujnie wypatrywały najdrobniejszego gestu zaproszenia: ruchu ręki, uśmiechu, kiwnięcia głową, czy mrugnięcia okiem. Jakimś cudem wyłapywały te sygnały i stopniowo dołączały do samotnych mężczyzn. Ubytki w tłumie za kanapą uzupełniane były błyskawicznie świeżą krwią.  I tak przez wiele godzin.

Nasza męska grupka też postawiła na koedukację, więc zaczęło robić się ciasnawo. Gdy chłopcy odkryli, że mogą się cieszyć towarzystwem pań za jedno piwo (1$! :), to błyskawicznie rozpierzchli się po lożach i stolikach. Wciąż widzę drugiego oficera obejmującego dwie koleżanki, gdy trzecia wlewa mu piwko do dzióbka.

A dom po drugiej stronie ulicy okazał się być hotelem, w którym nikt nie krępował gości kontrolą dokumentów, czy żądaniem okazania karty kredytowej. Oferował też ładne pokoje w bardzo przystępnych cenach.

Rozdział II – Buenaventura – Conclusion(s?)

KolumbPrzypomniała mi się wymiana zdań z czasów studiów. Siedzieliśmy z kumplem w akademiku i czuliśmy, że nadciąga nuda. Sytuacja niebezpieczna i wymagająca natychmiastowej reakcji. Żeby zmniejszyć napięcie zadałem pytanie: co zrobimy z tak pięknie zapowiadającym się wieczorem? Na co kumpel odpowiedział: skoro tak namawiasz, to napijmy się! I flaszka na stół.

Podobna wymiana zdań miała miejsce miedzy filipińskim Kapitanem i C/E w Buenaventurze, podczas kolacji. Tylko  rozwiązaniem, zamiast flaszki, została impreza na statku. Chętni byli – załoga w 100% męska. Alkohol też był osiągalny bez żadnego problemu. Brakowało dwóch rzeczy: uzasadnienia do imprezy oraz najważniejszego – płci przeciwnej, czyli kobiet.

Po godzinie dywagacji C/E przypomniał sobie, że jego szwagierka za 2 dni ma urodziny. Grzech takiego święta nie uczcić! Uzasadnienie jest i pozostaje tylko problem sprowadzenia dziewczyn na chroniony obszar portu, na statek.

Kapitan, w pełnym umundurowaniu, zaczął trudne negocjacje z władzami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo w porcie.  Pomysł wydawał się szalony, trudny do zrealizowania, a w dodatku kosztowny. Potwierdziło się jednak moje przekonanie, że zmotywowany Filipińczyk wykona nawet beznadziejne zadanie.

Następnego dnia Kapitan zebrał załogę i rozdzielił zadania. Najprostsze miał dział hotelowy: przygotować messę, żarcie, alkohol oraz odpowiednią muzykę, czyli banał.

Ale co z dziewczynami? Warunki były ciężkie: należało sporządzić listę zawierającą nazwiska i dane z ID panien, zebrać je w grupy, wsadzić do samochodów i przywieźć razem na statek.

Obrotny Kapitan wyczarterował już busiki, a teraz pozostało tylko przekonać nieśmiałe Kolumbijki do ujawnienia swoich danych osobowych, no i oczywiście, do uczestnictwa w imprezie.

Dzielna załoga ruszyła do akcji. Atrakcyjność imprezy przekonała dziewczyny i choć nieśmiałe, tłumnie zapisywały się na listę. Muszę dodać, że przynajmniej dwie panie moja argumentacja zachęciła do uczestnictwa.

Z rozrzewnieniem wspominam, gdy popijając piwo, patrzyłem na kolejkę dziewczyn, z ID w ręku, czekających na wpisanie na listę.

I nadszedł dzień urodzin szwagierki C/E.

Busiki podjeżdżały pod burtę i wysiadały z nich piękne dziewczyny wytworną konfekcją okryte :)

A potem, przez pierwsze 3 godziny imprezy, na statku panował Wersal. Dziewczyny zachowywały się jak elegancko ubrane damy, były nieziemsko szczęśliwe, a załoga udatnie udawała dżentelmenów. Niezapomniany widok.

A reszta jest milczeniem.

sofia 1

 

2 thoughts on “Buenaventura – ostatnia balanga na statku.”

  1. niedoszla_marynarzowa says:

    Witam. Czy doświadczony Oficer jest w stanie mi powiedzieć ile % meżczyzn zdradza swoje kobiety ?

    1. Captain Darek says:

      Nie mam pojęcia :) Gugle pewnie wiedzą. A czy niedoszła_marynarzowa jest w stanie mi powiedzieć ile % kobiet zdradza swoich mężczyzn?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>