1977 – Odessa, Jałta – rejs przyjaźni – część III

Edytuj wpis ‹ Pod fale — WordPress

 

Zacumowaliśmy w Jałcie przy promenadzie pełnej turystów. Statek został otwarty do zwiedzania, a my robiliśmy za przewodników. Nie muszę dodawać, że chętnie dzieliliśmy się swoją marynarską wiedzą z nastoletnimi turystkami. Jako dżentelmeni puszczaliśmy je przodem i patrzyliśmy z troską, jak w swoich miniówkach wspinają się po drabinkach. I tyle mieliśmy radości.

Postój w Jałcie zapowiadał się nieciekawie. Razem z kolegą Leszkiem mieliśmy BW (bez wyjścia). Czif zadbał o to, byśmy się nie nudzili. Wyznaczył nas do pasjonujących zajęć: sprzątania rejonów i pomocy w kuchni.

Każdego dnia, po śniadaniu prawie cała załoga wraz z resztą studentów udawała się na wycieczki, wizyty.  A my zmywaliśmy naczynia, pucowaliśmy wszystko, co było do pucowania, obieraliśmy ziemniaki, warzywa i szykowaliśmy posiłki. Dodatkowo, jako element kary, nie mogliśmy szpanować w mundurach.

Chciałbym przypomnieć, że na Turleju odbywaliśmy rejs przyjaźni. Był to też rejs szkoleniowy. Mieliśmy nauczyć się morza, pracy na statku i w porcie, a przede wszystkim, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. A my znajdowaliśmy się, na skutek decyzji Czifa, w takiej, na pierwszy rzut oka, beznadziejnej sytuacji. Cóż za wyzwanie dla młodych, zdolnych, a gnijących na statku, zbyt surowo ukaranych studentów!

pacific-princess-yalta-promenade

Cumowaliśmy przy promenadzie. Wystarczy wyobrazić sobie Turleja w miejscu Pacific Princess, brak płotków i większy tłum turystów, a będzie jak w 1977 roku :)

Szybko powiązaliśmy cztery fakty: paru członków załogi na burcie, rozległy front naszych prac, zakaz noszenia munduru, kolorowy tłum turystów na promenadzie.

Pierwsze dwa oznaczały, że po skończeniu zajęć w kuchni i okolicach zostawaliśmy praktycznie bez nadzoru. Ubrani w cywilne ciuchy, po skoku z burty na brzeg i wmieszaniu się w tłum, znikaliśmy z oczu statkowych obserwatorów. Nasze życie nabrało barw.

Rano machaliśmy na pożegnanie wycieczkowiczom, szybko odwalaliśmy robotę w kuchni i na rejonach. Potem robiliśmy krótkie wypady, zwiedzaliśmy Jałtę i brataliśmy się z płcią piękną.  Musieliśmy tylko być na statku podczas posiłków i zdążyć przed powrotem załogi z wycieczki.

Drugiego dnia grzeczni studenci zostali zaproszeni do obozu pionierskiego Artek (do 1925 roku Charta), znajdującego się u podnóża południowo-zachodniego zbocza góry Ajudah (Aju-Dah), nad brzegiem Morza Czarnego, w miejscowości Gurzuf.

Według Wikipedii: „Pierwotna nazwa pochodzi od nazwy uroczyska, znajdującego się w tym miejscu.

W latach 1900-1918 wieś Charta była własnością łódzkiego przemysłowca Gustawa Biedermanna[1].

500px-Artek001

Artek – część plaży.

16 czerwca 1925 został tu otwarty centralny obóz pionierski w ZSRR. Początkowo składał się z 4 brezentowych namiotów, obecnie jest to całe miasteczko, złożone z dziesięciu autonomicznych podobozów, mogących przyjąć jednorazowo (na turnus) 8000 dzieci. Z czasem stał się obozem międzynarodowym (w ramach współpracy, chociaż w okresie „komunistycznym” dość ideologicznie pojmowanej), przyjmującym grupy młodzieży z organizacji skautowskich, harcerskich i pionierskich z całego świata.

Przy obozie funkcjonuje przystań dla uprawiania sportów wodnych, stadion na 12 000 widzów, kilkadziesiąt boisk sportowych, 2 muzea – morskie i kosmiczne (znajduje się w nim skafander pierwszego kosmonauty ZSRR Jurija Gagarina oraz kopia pojazdu do badań powierzchni Księżyca Łunochod-2).”

Wspominałem w poprzedniej części, że korzystnie sprzedałem w Odessie longplaya „Procol Harum”, a dzięki chutliwemu, znikającemu nauczycielowi nie wydałem ani rubla. Teraz dałem te ruble koledze, żeby kupił jakieś godne zaopatrzenie na spotkanie z pionierami.

Wizyta u pionierów trwała cały dzień. Wieczorem, gdy ujrzałem powracająca grupę, nie miałem wątpliwości, że komunistyczne bratanie było udane. Kilka rzędów serdecznie objętych studentów miękkim, wężowym krokiem zbliżało się do statku. Na czele kroczył kumpel z rozradowaną gębą. Miał tak ugięte nogi, że wydawało się fizyczną niemożliwością, aby iść w ten sposób. Jemu się to udawało i w dodatku sprawiało wielką radochę. Okazało się, że pionierzy zapewnili dużą ilość płynów, aby nikomu nie zaschło w gardle podczas gier i zabaw sportowych. Efekt był taki, że do tej pory nie wiem, kto wygrał w siatkówkę – nasi, czy pionierzy. Chłopcy żałowali tylko, że tyle kartonów szampanskoje zostało na zmarnowanie.

Następnego dnia, w porze posiłku zjawiła się znajoma grupka – znikający nauczyciel z koleżankami. Byliśmy zapracowani, więc uczynni koledzy dotrzymali towarzystwa brunetce i blondynce.

Po obiedzie znowu większość załogi wyruszyła na zwiedzanie. Wracałem z kuchni na dziób, gdy zaczepił mnie młody tubylec. Spodobał mu się T-shirt, który miałem na sobie i chciał go kupić. Nie zrażał go fakt, że koszulka (błękitna z obrazkiem żaglówki) była przepocona i lekko ufajdana po pracy w kuchni. Ściągnąłem ją i wymieniłem na 20 rubli.

Od tubylców dowiedziałem się, że 100 metrów od statku jest knajpka, gdzie serwują fajne drinki. Wymknęliśmy się z Leszkiem i poszliśmy na degustację. W wysokiej szklance podano czterokolorowy napój. Warstwa każdego koloru miała około 2 centymetry wysokości i kolory nie mieszały się ze sobą. Piękny widok, delikatny smak i szokująco niska cena 1 rubla wprawiła nas we wspaniały nastrój.

Presja czasu ograniczyła konsumpcję do 4 drinków. Wróciliśmy radośnie na statek, po chwili wrócili ze zwiedzania koledzy i stanęliśmy na zbiórkę. Ja, na szczęście, w drugim rzędzie. I po 2 minutach wielokolorowy drink ujawnił swą ukrytą moc. Świat zaczął wirować, a nogi uginać. Czujni koledzy, z prawej i lewej strony, chwycili mnie dyskretnie pod pachy i utrzymali w pionie. Dotrwałem do końca zbiórki, a potem koledzy przetransportowali mnie pod prysznic, posadzili i odkręcili zimną wodę. Po pół godzinie poczułem, że jest mi zimno. A po następnych 2 minutach, mokry, ale pełen werwy i całkowicie trzeźwy, poszedłem się przebrać.

Tak oto szkoliliśmy się, aby potem stawiać czoła niebezpieczeństwom i wyzwaniom marynarskiego życia.

2 thoughts on “1977 – Odessa, Jałta – rejs przyjaźni – część III”

  1. Bel says:

    Znaczy BW wcale nie było takie złe :)

    1. Captain Darek says:

      Jak nie masz pieniędzy na jedzenie, to zawsze możesz powiedzieć, że zaczynasz dietę – cud :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>