1977 – Odessa, Jałta – rejs przyjaźni – część II.

szampan+jak+wino+mocnaKapitan Gorządek walczył, żeby nie rozbić statku (płynącego z prędkością pół wstecz) o falochron . Niespodziewanie na pokładzie pojawił się 2 mechanik (pseudo Słodziutki) bardzo  zadowolony z wykonanych manewrów. Wszyscy czekali na straszliwy ryk Kapitana i potok bluzgów spadających na Sloodziutkiego, który z głupim uśmiechem spoglądał na oddalający się brzeg. A Stary spokojnym głosem kazał mu wracać do maszyny i prawidłowo reagować na komendy z mostka. Wtedy zrozumiałem, że spokój i zostawienie opierdolu na później są podstawą dobrego dowodzenia.

W końcu zacumowaliśmy i przebrnęliśmy przez część oficjalną. Nasze statkowe toalety zostały zamknięte, żeby nie zanieczyszczać „kryształowo czystej” wody w porcie. Musieliśmy korzystać z kibla na nabrzeżu, czyli betonowego pomieszczenia z dziurami w podłodze pokrytej śmierdzącymi fekaliami. Wizyta tam wymagała dużej odporności.

A w nocy zdarzył się cud!

Zbudziłem się rano i gnany potrzebą niechętnie poszedłem w kierunku kibla. Szykowałem się na uderzenie smrodu i kombinowałem, jak suchą stopą dotrzeć do celu. Otworzyłem drzwi i przeżyłem szok.  Myślałem, że pomyliłem drzwi. Znajdowałem się w pięknie wykafelkowanym, czystym i pachnącym pomieszczeniu. Przy takiej metamorfozie zamiana żaby w księcia, dyni w karocę to pikuś. Takie oto były cuda komunizmu, a ja miałem szczęście to przeżyć :)

Byliśmy na oficjalnej wizycie w Szkole Morskiej. Zwiedzaliśmy dobrze wyposażoną część dydaktyczną, akademik z ładnymi, kilkuosobowymi pokojami, z radiami, telewizorami. Full wypas. Na każdym piętrze, przy stoliku siedział umundurowany student służbowy. Szedłem przodem, a gdy natknąłem się na pierwszego służbowego, to ten zerwał się na nogi, strzelił obcasami i ryknął meldunek w kierunku oficera za moimi plecami. Mało nie dostałem zawału. Mieli też tam sale leninowskie, do których meble i ozdoby robili studenci w wolnych chwilach. Na regałach stały dzieła klasyków komunizmu i każdy chętny mógł je czytać.

Następnego dnia byłem z kolegą na mieście. Zaczepił nas student Szkoły Morskiej i po krótkiej rozmowie zaprosił na piwo. Chciał tylko zajść do akademika po ruble. Okazało się, że to inny akademik niż wizytowany wczoraj. Nie było służbowych studentów. Sale kilkunastoosobowe ze starymi żelaznymi łóżkami. W sali, gdzie mieszkał nasz nowy znajomy, z dumą pokazali nam małą plątaninę kabli i lamp. Okazało się, że właśnie zmontowali sobie radyjko i mogą posłuchać muzyki.

Doszliśmy do piwiarni. Wejścia pilnował bramkarz w „generalskim” mundurze, a spory tłumek spragnionych grzecznie czekał. Na hasło: „innostrańcy” weszliśmy natychmiast. Widząc „generała” pilnującego drzwi spodziewałem się eleganckiego wnętrza. A było podobnie jak w kiblu przed remontem, choć na podłodze, dla odmiany, pety pływały w rozlanym piwie.

Piwo dostosowało się do wnętrza – było ohydne. Z grzeczności wypiliśmy, drugiego odmówiliśmy pod pozorem konieczności powrotu na statek, na służbę. W drodze powrotnej poczułem ból głowy, który nasilał się stopniowo. Z trudem dotarłem na Turleja, padłem na koję i leżałem nieżywy przez kilka godzin. Tak cholernego bólu głowy nie miałem nigdy w życiu, nawet po wypiciu morza alkoholu. A ludzie stali w kolejce, żeby się takiego piwa – kilera napić – może masochiści?

 

Kolejnego dnia wieczorem, już z innym kolegą, postanowiłem napić się dobrego alkoholu w eleganckiej knajpie. Stać mnie było, gdyż korzystnie wymieniłem płytę „Procol Harum” na ruble. Znaleźliśmy fajny lokal, wchodzimy do środka. Wejście mamy smoka, bo jesteśmy w mundurach i gadamy po polsku. Nim zdążyliśmy się dobrze rozejrzeć podszedł jakiś facet i po polsku zaprosił do stolika. Spojrzeliśmy w kierunku, a tam trzy atrakcyjne trzydziestolatki uśmiechały się zachęcająco. Grzechem było odmówić!

Towarzystwo składało się z nauczycieli ze szkół Polski południowej na wymianie  kulturalnej.  Rozpoczęliśmy wesołe biesiadowanie, tańce i swawole, ale oczywiście wszystko na poziomie, czyli kulturalnie i z przebłyskami inteligencji.

W pewnym momencie nauczyciel odciągnął mnie na bok i konspiracyjnym szeptem powiedział, że zapłaci cały rachunek jeśli coś dla niego zrobimy. Otóż podobała mu się ruda psorka i chciał ją wykorzystać seksualnie. Niestety, panie trzymały się razem i nie miał szans na dyskretne uwiedzenie.  Mieliśmy zrobić trochę bałaganu i osłabić czujność brunetki oraz blondynki. Lubię pomagać ludziom, więc zgodziłem się.

Po paru godzinach zabawy półmiski opustoszały, w głowach lekko szumiało od bąbelków. Pora na romantyczny spacer, który pogłębi świeżą przyjaźń. Zaopatrzeni w kilka butelek szampana (wiadomo kto płacił) postanowiliśmy przespacerować się na sławne Schody Patiomkinowskie i w Parku Pionierów, na łonie natury, kontynuować imprezę.

Prymorskui Blwd – Mapy Google

Na górze schodów mijaliśmy „Monument of Armand-Emmanuel du Plessis, Duc de Richelieu”.

Monument of Armand-Emmanuel du Plessis, Duc de Richelieu

W nocy, przy słabym oswietleniu i gdy spojrzałem na pomnik pod odpowiednim kątem, przypomniałem sobie stary dowcip:

” W Związku Radzieckim ogłoszono konkurs na wiersz o Statui Wolności.
Do konkursu zgłosił się Wania.
Staje przed komisją:
– No jak Wania? Masz ten wiersz?
– Da!
– To mów.
– Stoit statuja, imiejet ch…ja. Riuka podniata, w riukie granata.
Komisja podrapała się w głowę:
– Wiesz Wania, to jest dobry wiersz, tylko żeby było bez tego ch…ja.
Wania wyszedł, po miesiącu wraca.
– No jak Wania? Poprawiłeś?
– Da!
– To mów.
– Stoit statuja, urze biez ch…ja. Riuka podniata, w riukie granata.
Komisja się lekko zdenerwowała:
– Wania! Ty nas nie zrozumiałeś! Masz wstawić coś w miejsce tego ch*ja! Poniał?
– Da!
Po dwóch miesiącach Wania staje znów przed komisją.
– No jak Wania? Poprawiłeś?
– Da!
– Wstawiłeś coś w miejsce tego ch…ja?
– Da!
– To mów.
– Stoit statuja, riuka podniata. A w miestie ch…ja wisit granata.”

Podzieliłem się nim z resztą towarzystwa budząc powszechny i radosny podziw trafnością mojego skojarzenia.

Zeszliśmy po kilkunastu schodach i zagłębiliśmy się w mroczne alejki Parku Pionierów. Po wyszukaniu uroczego zakątka i zajęciu wygodnych pozycji na ławkach raczyliśmy się „szampanskoje igristoje”.

Jak podaje Wikipedia:

„Szampan jest jedynym winem, po wypiciu którego kobieta pozostaje piękną, mówiła o nim Madame de Pompadour.

W 1961 r. Madame Bollinger w odpowiedzi na pytanie dotyczące picia szampana, zadane przez dziennikarza „London Daily Mail„, powiedziała: Piję go, gdy jestem radosna i gdy mi smutno. Czasem wypiję w samotności. Uważam to za obowiązek, gdy jestem w towarzystwie. Zabawiam się z nim, gdy nie mam apetytu, i piję go, gdy jestem głodna. Poza tym nie dotykam go nigdy, chyba że chce mi się pić.

W 1676 poeta londyński pisał: musujący szampan szybko dodaje sił biednym zmęczonym kochankom.”

Cytaty z encyklopedii szybko potwierdził swoim zachowaniem nauczyciel. Zaczął szeptać gorączkowo rudej koleżance do ucha, objął ją czule, a jednocześnie władczo. Po chwili zniknęli w ciemnościach i bujnej roślinności Parku Pionierów. Zgodnie z szatańskim planem znikniętego nauczyciela zrobiliśmy to co najlepiej oddają słowa piosenki „NASZE DZIECI (STARYCH NIE MA, CHATA WOLNA)” Zenona Laskowika:

„Potem każda z par się skryła

Wzorem starszych w kątach willi

Zgasło światło, cisza była…”.

 

Na statek wracaliśmy dobrze po północy. Przez kilka minut czailiśmy się na nabrzeżu i czekaliśmy na dogodny moment. Zwiedzeni pustką i spokojem wskoczyliśmy na pokład. Na nasze nieszczęście czekał tam, rozbawiony naszą naiwnością, trzeci oficer.

Rankiem czif wziął nas na prostowanie i ukarał BW, czyli bez wyjścia w następnym porcie.

Jak BW odbiło się na naszym życiu proszę czytać w części III.

 

 

6 thoughts on “1977 – Odessa, Jałta – rejs przyjaźni – część II.”

  1. witek says:

    Fajne! Masz we mnie stałego czytacza!

    1. Captain Darek says:

      Dzięki. Postaram sie doskonalić swoje rzemiosło :)

  2. Mróz says:

    W której to było klasie? I dlaczego mnie tam nie było?
    Pm

  3. Mróz says:

    Już wiem, ponieważ przeczytałem wszystkie – (podkreślam) wszystkie – wpisy.
    pm
    A na Darze było też ciekawie.

  4. Bel says:

    Kiedy będzie III część? Czekam z niecierpliwością:))

    1. Captain Darek says:

      Wciąż czekam na wenę – może przyjdzie dzisiaj? :)

Odpowiedz na „MrózAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>